Czy warto jechać do Rumunii? Cz.1 Moje wspomnienia z drogi do Rumunii

droga do Rumunii

Czy warto jechać do Rumunii?

Cz.1 Moje wspomnienia z drogi do Rumunii

Chociaż od moich wakacji w Rumunii minęło już prawie pół roku, to jakoś nigdy nie było czasu, żeby opublikować spisane wcześniej wspomnienia. Widocznie potrzebowałam do tego odpowiedniej motywacji, czyli mrozu za oknem, zapalenia zatok i niekończącego się remontu, na który nie mogę już patrzeć. Szczególnie miło w takim momencie wrócić wspomnieniami do zaskakującej Rumunii.

Po kolejnych wakacjach spędzonych w Chorwacji, nadszedł czas na szukanie nowego kierunku. Warunek był jeden, musimy dojechać na miejsce własnym samochodem, bo taka forma zwiedzania pasuje nam najlepiej. Kilka spojrzeń na mapę wystarczyło, by podjąć decyzję, że urlop w 2018 r. spędzamy w Rumunii. Co myślę teraz? Czy warto jechać do Rumunii? Zdecydowanie tak!

Wakacje w Rumunii samochodem

Odliczając czas do wyjazdu, martwiłam się trasą, którą będziemy musieli pokonać, jej długością, stanem dróg, ludźmi, których spotkamy, jedzeniem… Zdecydowanie towarzyszył mi strach przed nieznanym. Planowaliśmy spędzić czas w górach i nad morzem, zobaczyć biedną stronę Rumunii i tę pełną bogactwa. Konieczne były więc noclegi po drodze – w naszym przypadku wszystkie odbyły się już w Rumunii. Z pewnością noclegi pozwoliły nam odpocząć i lepiej poznać Rumunię i jej mieszkańców, jednak napięty harmonogram sprawiał, że chwilami mieliśmy już dość i żałowaliśmy, że nie możemy sobie dłużej rano poleniuchować, tylko szybko trzeba pakować się do samochodu i ruszać w dalszą podróż.

W przypadku kilku noclegów po drodze, polecam zastanowić się nad odpowiednim spakowaniem bagażu. Wygodniej jest wyciągnąć z auta jedną walizkę z niezbędnymi kosmetykami i ubraniem na następny dzień, niż poszukiwać odpowiednich rzeczy wśród całego bagażu. Niestety sama nie wpadłam na to przed pierwszym noclegiem, co skutkowało zrobieniem bałaganu i niepotrzebnymi nerwami 😉

Droga do Rumunii samochodem

Pierwszy odcinek naszej podróży do Rumunii wynosił ok.1000 km, przejechaliśmy z Łodzi do rumuńskiego Sebes. Stan dróg w Słowacji i na Węgrzech pozostawia wiele do życzenia, potrzeba dużej uwagi, by ominąć wszystkie dziury (chociaż czasem jest to po prostu niemożliwe). Na szczęście trasę umilają piękne widoki, które sprawiają, że po przejechaniu już całej drogi, chętnie pokonałoby się ją raz jeszcze. Nasza podróż przebiegła płynnie, bez żadnych niespodzianek. Na granicy rumuńskiej musieliśmy pokazać dowody osobiste, ale również sprawnie to przebiegło.

Tuż za rumuńską granicą zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, na której znajdował się kantor. I tu nastąpiło pierwsze zaskoczenie, do wymiany waluty niezbędne jest okazanie dowodu osobistego lub paszportu (zdarzają się nawet kantory, które wręcz wymagają paszportu). Wcześniej w żadnym z krajów się z tym nie spotkałam.

Po chwili na rozprostowanie nóg ruszyliśmy w dalszą drogę, rozglądając się z zaciekawieniem, jak to jest w tej Rumunii. No cóż, Rumuni nie wyglądają tak, jak nam się wydaje. Co zabawne, Rumunów z ciemną karnacją, czarnymi włosami i wąsami spotkaliśmy jedynie na wspomnianej przed chwilą pierwszej stacji benzynowej. Przestraszyłam się, gdy ruszyli w moim kierunku, gdy sama stałam przy samochodzie, ale okazało się, że szli jedynie po to, by się przywitać – zobaczyli polską rejestrację, sami mieszkają w Polsce (płynnie mówili po polsku), także widok Polaków bardzo ich ucieszył. Później nie widziałam już ludzi “wyglądających jak Rumuni”, tylko ludzi wyglądających jak my.

Po drodze mijaliśmy dużo starych domów, właściwie ruin. Szokujące było, że ktoś w nich mieszka. Ludzie wyglądali jednak na szczęśliwych. Przed domami bawiło się mnóstwo dzieci, dorośli stali w grupkach i rozmawiali. Wyglądało to tak, jakby nic więcej nie było im potrzebne do szczęścia. Poza tym uśmiechali się do nas, machali, pokazywali kiedy możemy wyprzedzać wóz, gdy akurat za nim jechaliśmy i była słaba widoczność. Dla osób od urodzenia mieszkających w Łodzi, było to zaskakujące przeżycie.

Sebes, czyli pierwsze doświadczenie z hotelem w Rumunii

W Sebes mieliśmy zarezerwowany nocleg w hotelu, który był naprawdę bardzo przyjemny. Wcześniej nasłuchałam się i naczytałam, że na pewno będzie brzydko, brudno i nieprzyjemnie. Nic z tych rzeczy! Hotel kosztował nas ok. 50 zł na osobę i był naprawdę ok. Łazienka wyglądała wręcz, jak w polskich ekskluzywnych hotelach. Szokujące jednak było umiejscowienie naszego hotelu. Znajdował się on bowiem na blokowisku a w jego sąsiedztwie stały bloki, które wyglądały jak po wybuchu… Zniszczone budynki, powybijane szyby zabezpieczone jedynie materiałami lub deskami. Bieda była zauważalna niemal od razu po przekroczeniu granicy, jednak zestawienie hotelu i wspomnianych bloków naprawdę dawało do myślenia.

Następnego dnia po nocy w Sebes, czekała nas atrakcja, której nie mogliśmy się doczekać – przejażdżka Transalpiną!

Przeczytaj więcej o moich wakacjach w Rumunii:

Czy warto jechać do Rumunii? Cz.2 Transalpina

Czy warto jechać do Rumunii? Cz.3 Zamek w Bran i Bukareszt

Czy warto jechać do Rumunii? Cz. 4 Costinesti, Mamaja, Eforie Nord

 

 

Manager Zdrowia

Zdrowy styl życia to nie tylko mój wybór, ale też wielka pasja. Nie miałam więc nigdy wątpliwości, że muszę zdobyć medyczne wykształcenie. W efekcie mogę cieszyć się tytułem magistra zdrowia publicznego i dietetyka. W swojej codziennej pracy zajmuję się marketingiem a z moich licznych obowiązków największą radość sprawia mi właśnie pisanie. Kiedy zastanawiałam się jak wykorzystać swoją miłość do tematów zdrowotnych i doświadczenie marketingowe, wpadłam na pomysł promocji zdrowia poprzez copywriting medyczny. Chciałabym, żeby teksty, które piszę na potrzeby swoich klientów i własnego bloga, zachęciły czytelników do wprowadzenia do swojego życia dobrych nawyków i wpłynęły pozytywnie na stan zdrowia.

Dodaj komentarz