Czy warto jechać do Rumunii? Cz.2 Transalpina

transalpina

Czy warto jechać do Rumunii? Cz.2 Transalpina

„Dziś Transalpina!” – ta radosna myśl krążyła w mojej głowie drugiego dnia spędzonego  w Rumunii, podczas jedzenia śniadania w Sebes. Po szybkim posiłku i spakowaniu rzeczy do auta, wyruszyliśmy na Transalpinę, czyli na jedną z najtrudniejszych i najpiękniejszych tras w Rumunii.

Sebes to miasteczko, w którym rozpoczyna się transalpina, czyli mająca niespełna 150 km najwyżej położona trasa w Rumunii (najwyżej położony punkt osiąga 2 145 m n.p.m.). Cała trasa wylana jest asfaltem, zawiera dość duże nachylenia i liczne serpentyny. Wydaje mi się jednak, że nie jest bardzo wymagająca. W porównaniu z trasą prowadzącą na Sveti Jure w Chorwacji, jest wręcz prosta. Nie ma żadnych mijanek, nie trzeba ustępować miejsca samochodom jadącym z naprzeciwka i widoczność jest naprawdę dobra. Po drodze znajdują się zatoczki, w których można się bezpiecznie zatrzymać i wysiąść z samochodu, by podziwiać widoki lub pogłaskać spacerujące osiołki. Są też punkty z pamiątkami i gastronomiczne. Tak naprawdę najważniejsze przed wjazdem na transalpinę jest uzupełnienie do pełna baku. W samym Sebes nie ma zbyt wielu stacji benzynowych (szczególnie tych, które mają LPG) a w momencie, gdy czeka Cię długi dzień, każde kolejne kilometry, gdy cofasz się od celu, by tylko zatankować, bolą bardziej.  

Transalpina w czerwcu

Transalpinę pokonaliśny w czerwcu, kiedy na szczycie leżało jeszcze trochę śniegu, wiał wiatr i było chłodno. Tak naprawdę jednego dnia mieliśmy do czynienia z ciepłym latem, ulewnym deszczem, burzą i zimnem. Biorąc pod uwagę nasze doświadczenia, polecam trzymać na wierzchu ubrania na każdą ewentualność. Transalpina zachwyca pięknymi widokami, trudno usiedzieć w samochodzie, warto więc mieć na sobie odpowiedni strój.

droga na transalpinie
Karpaty
owieczki na transalpinie
piękna transalpina
piękne Karpaty
potok w Karpatach
Rumunia góry
previous arrow
next arrow
Slider

Czarne chmury…

Po raz kolejny podkreślę, że warto przejechać Transalpinę dla pięknych widoków. W moich pięknych wspomnieniach są również chmury. Akurat pech chciał, że gdy zbliżaliśmy się do najwyższego punktu na trasie, zaczął lać deszcz i krążyła burza. Przestraszyłam się, do pokonania jeszcze kawał nieznanej drogi a w chwilę zrobiło się mokro, ślisko, ciemno, mrocznie i nie do końca przyjemnie. Burza w górach wygląda imponująco, ale nie jest bezpieczna. Starałam się jednak o tym nie myśleć.

Dookoła było mnóstwo chmur. Wyobraźcie sobie, że stoicie w górach i widzicie, że zbliża się do Was wielka chmura, “zjadając” po drodze piękne polany, pasące się owieczki, stojących dalej ludzi. Nagle zdajecie sobie sprawę, że chmura doszła już do Was, czujecie wilgoć na całej skórze i niemal nic nie widzicie. Właśnie takie atrakcje może zapewnić Transalpina.

Huraaa, stałam w chmurach!!! 🙂

niesamowite chmury na transalpinie
transalpina chmury
transalpina w chmurach
chmury na transalpinie
previous arrow
next arrow
Slider

Z Transalpiny zapamiętam również osiołki. Jako że jestem wielką miłośniczką zwierząt a urodziłam się w mieście, to od zawsze, gdy tylko wyjadę poza Łódź, cieszy mnie widok konia, krowy czy innego zwierzaka. Nic więc dziwnego, że oszalałam, gdy pokonując kolejną serpentynę na Transalpinie, zobaczyłam stojące na drodze osiołki. Osiołki były uparte, jak to osły, za nic nosiołki na transalpinieie chciały zejść z drogi, pozwalając tym samym na kontynuowanie podróży. Były za to bardzo towarzyskie i chętnie przymilały się do wszystkich turystów, co pięknie wynagradzało opóźnienia w pokonaniu trasy.

Drift na Transalpinie

Kiedy już byliśmy zmoczeni przez deszcz, zmęczeni przez kolejny dzień w drodze i towarzyszące emocje, postanowiliśmy przyspieszyć, by jak najszybciej dotrzeć do kolejnego punktu, w którym zarezerwowaliśmy sobie nocleg, czyli do Ramnicu Valcea. I tu nastąpił nagły zwrot akcji. Zostaliśmy zatrzymani przez policję. Okazało się, że wcześniej ignorowaliśmy tabliczki, które informowały, że przez najbliższe 5 godzin trasa jest nieprzejezdna ze względu na odbywające się zawody w drifcie. Pozostało nam zaparkować, zapomnieć o głodzie, zmęczeniu i dalszej drodze do pokonania i podziwiać zawody. To dopiero była przygoda! Deszcz nie przestał lać nawet na chwilę, byliśmy więc mokrzy i przemarznięci, dookoła szalały pioruny a my oglądaliśmy zawody driftowe i śmialiśmy się, że trafiło się to akurat nam – osobom, które wielokrotnie jeździły oglądać drift masters w Polsce 🙂

To był długi dzień i pełen niespodzianek. W końcu wieczorem wylądowaliśmy w hotelu w Ramnicu Valcea, w którym karta przypominała swoją długością słownik wyrazów obcych. W dodatku była w języku rumuńskim a obsługa nie znała słowa po angielsku. Po przetłumaczeniu z pomocą telefonu kilkunastu pozycji dań, które jak się okazało, zawierały tłuste mięsa, zrezygnowała stwierdziłam, że zamówię salata de caesar, bo brzmi znajomo 😉

A później udaliśmy się na długo oczekiwany odpoczynek. Następnego dnia czekała nas wycieczka do zamku w Bran i dojazd do Bukaresztu.

Przeczytaj więcej o moich wakacjach w Rumunii:

Czy warto jechać do Rumunii? Cz.1 Droga do Rumunii

Czy warto jechać do Rumunii? Cz.3 Zamek w Bran i Bukareszt

Czy warto jechać do Rumunii? Cz. 4 Costinesti, Mamaja, Eforie Nord

 

 

Manager Zdrowia

Zdrowy styl życia to nie tylko mój wybór, ale też wielka pasja. Nie miałam więc nigdy wątpliwości, że muszę zdobyć medyczne wykształcenie. W efekcie mogę cieszyć się tytułem magistra zdrowia publicznego i dietetyka. W swojej codziennej pracy zajmuję się marketingiem a z moich licznych obowiązków największą radość sprawia mi właśnie pisanie. Kiedy zastanawiałam się jak wykorzystać swoją miłość do tematów zdrowotnych i doświadczenie marketingowe, wpadłam na pomysł promocji zdrowia poprzez copywriting medyczny. Chciałabym, żeby teksty, które piszę na potrzeby swoich klientów i własnego bloga, zachęciły czytelników do wprowadzenia do swojego życia dobrych nawyków i wpłynęły pozytywnie na stan zdrowia.

Dodaj komentarz