Czy warto jechać do Rumunii? Cz. 4 Costinesti, Mamaja, Eforie Nord

Costinesti Rumunia wschód słońca

Czy warto jechać do Rumunii? Cz. 4 Costinesti, Mamaja, Eforie Nord – gdzie najlepiej pojechać nad morze do Rumunii?

Koniecznie musiałam zobaczyć plaże w Rumunii! Chociaż kocham góry, wakacje bez morza to dla mnie nie wakacje. Podczas swojego wyjazdu postanowiliśmy spędzić 10 dni nad morzem. Poszukiwaliśmy spokojnej miejscowości, nie kurortu. Ostatecznie zarezerwowaliśmy noclegi w Costinesti, miasteczku usytuowanym niedaleko Eforie Nord, czy największej turystycznej miejscowości – Mamaji. Costinesti spełniło nasze oczekiwania, chociaż spodziewaliśmy się, że będzie jednak większą dziurą. Kilkukrotnie odwiedziliśmy Mamaję czy Eforie Nord, w drugiej połowie czerwca nie były tak oblegane przez turystów, jak mogłoby się wydawać. Widać było jednak, że miejscowi intensywnie przygotowują się na lipiec, kiedy to do Rumunii przybywa najwięcej turystów. W czerwcu knajpki były jeszcze remontowane, na plażach rozstawianie były hamaki, parasole i dmuchane zabawki dla dzieci. W restauracjach pracowało stanowczo zbyt dużo obsługi, która dopiero przygotowywała się na szczyt sezonu.

Costinesti w Rumunii – moja opinia

Dla osób, które nie wykupują pełnego wyżywienia w hotelach, na pewno dobrą informacją będzie fakt, iż w Costinesti znajdują się liczne knajpki, sklepiki i piekarnie dbające o żołądki turystów. Znajdą coś dla siebie siebie fani fast foodów, ale również poszukiwacze regionalnych dań. Wśród atrakcji czekających na turystów, znajduje się wesołe miasteczko, wypożyczalnie skuterów czy liczne atrakcje wodne: banany, szybkie przejazdy motorówką czy rejsy do pobliskiego wraku statku. Costinesti jest dobrym wyborem dla rodzin, które muszą zapewnić rozrywkę swoim znudzonym dzieciom. Może natomiast nie do końca spodobać się tym, którzy poszukują ciszy, spokoju i kontaktu z przyrodą – chcą być daleko od miasta.

Plaże w Rumunii

Plaże w Costinesti są piaszczyste, jednak daleko im do piasku, który znamy z bałtyckich plaż. Piasek w Rumunii (przynajmniej w tych miejscowościach, które zwiedzaliśmy) jest tak naprawdę mieszaniną piasku i muszelek. Wygląda to całkiem przyjemnie, muszelki z Morza Czarnego są zjawiskowe, jednak spacer boso wzdłuż brzegu morza czy po samej plaży nie należy do najprzyjemniejszych. Co mnie zaskoczyło, to wielkość rumuńskich plaż, w wielu miejscach są niesamowicie szerokie i mocno zagospodarowane (najbardziej w Mamaji, w Costinesti nie jest tak źle). Na plażach znajdują się liczne knajpki, leżaki, hamaki, łoża z baldachimami, trampoliny i dmuchane atrakcje dla dzieci. Niestety plaże nie są najczystsze a śmieci wpływają negatywnie na odbiór całości. To co natomiast bardzo mnie ujęło, to dbanie o bezpieczeństwo plażowiczów. Na plaży w Costniesti zawsze było kilku ratowników przyglądających się temu, co się dzieje w wodzie. Przy bardzo wysokich falach, połowa z nich wypłynęła na koniec kąpieliska na rowerku wodnym, dzięki czemu ratownicy mieli na oku pluskających się w wodzie z obu stron kąpieliska. Co więcej na plaży mieli swoją budkę ratownicy medyczni. Każdego ranka przy wejściu na plażę stała karetka a przed budkami siedziało ok. pięciu ratowników medycznych. Takie zapewnienie bezpieczeństwa jest godne pochwały i naśladowania.

Rumunia Mamaja
Costinesti plaża
Costinesti Rumunia wrak statku
Plaża Rumunia
Constanta kasyno Rumunia
previous arrow
next arrow
Slider

Bezpańskie psy w Rumunii

W moich wspomnieniach nie tylko z Costinesti, ale z całej Rumunii chyba do końca życia pozostaną bezpańskie psy. W pobliżu drogi, lasu, centrum, restauracji, plaży – psy były po prostu wszędzie. Przed każdym hotelem kręciło się ok. 5 psów, zachowujących się jakby były na swoim terenie. Pewnego dnia zapytaliśmy obsługę hotelową o problem bezpańskich psów, okazało się, że władze w kraju udają, że nie widzą problemu. Zwierzęta rozmnażają się na potęgę i wygłodniałe terroryzują mieszkańców. Mieszkańcy miasteczek nadmorskich żyją przede wszystkim z turystyki, muszą więc dokarmiać psy, by nie były agresywne wobec turystów.

Ciekawostki z Rumunii

  1. Opinie o Rumunach są krzywdzące – niektórym trudno w to wierzyć, ale nikt mnie nie okradł, nikt nie żebrał, nikt mnie nie oszukał. Wręcz przeciwnie. Gdy za coś musieliśmy płacić, sprzedawcy czy obsługa hotelowa kilkukrotnie dopytywali, czy cena nie jest za wysoka.
  2. Angielski w Rumunii jest językiem bardzo obcym. Trudno w Rumunii znaleźć angielskie napisy, menu czy ludzi mówiących po angielsku. Zawsze jednak da się jakoś dogadać:)
  3. Mieszkańcy Rumunii, których spotkaliśmy są przemili. Mimo że nie znają angielskiego, zawsze są chętni do pomocy. W jednej z restauracji zażyczyłam sobie zupę bez mięsa. Nikt nie rozumiał o co mi chodzi. Pokazywali różne zupy, dopytywali, aż w końcu się udało i dostałam talerz wymarzonej zupy. W hotelu, w którym mieszkaliśmy nad morzem, na drugi dzień przetłumaczyli nam menu na angielskie. W dodatku specjalnie dla mnie zaproponowali posiłki bez mięsa, a mięso z mojej porcji wkładali na talerz mojego narzeczonego. W dniu wyjazdu zrobili nam nawet kanapki na drogę. Drobiazgi, ale naprawdę trudno o nie choćby w Polsce.
  4. W Rumunii obowiązują dziwne zasady na drodze, trzeba mieć oczy dookoła głowy, ale jedna rzecz mi się tam podobała – ostrzeganie długimi przed policją. Dosłownie wszystkie auta jadące z przeciwnej strony mrugały, zachęcając nas do zwolnienia.
  5. W Rumunii mało się pije. Nie sprawdzałam statystyk, ale przez całe wakacje nie spotkaliśmy ani jednej pijanej osoby! Wieczorem w pobliżu plaż rozstawione były namioty z alkoholami, w których barmani nalewali różne trunki. Nie cieszyły się zainteresowaniem.
  6. Rumunia nie cieszy się popularnością turystów. Kiedy ktoś chce do Ciebie zagadać w Chorwacji, najpierw pyta, w jakim mówisz języku, dopiero wtedy decyduje się kontynuować rozmowę. W Rumunii jest inaczej. Mamy dwie lazy sofy (“sofy”, które pompuje się, zbierając do nich powietrze), które zwracały na siebie uwagę na plaży. Zupełnie tam ich nie znają i dopytywali nas, skąd je mamy. Każdy mówił do nas od razu po rumuńsku i był zmieszany, gdy okazywało się, że nie znamy tego języka. Kilka napotkanych osób, z którymi udało nam się dogadać, wspomniało, że turyści niechętnie wybierają Rumunię jako cel swoich podróży. Oby się to zmieniło! Nadal Chorwacja jest moim ukochanym krajem, ale Rumunię zdecydowanie warto zobaczyć!

Przeczytaj więcej o moich wakacjach w Rumunii:

Czy warto jechać do Rumunii? Cz.1 Droga do Rumunii

Czy warto jechać do Rumunii? Cz.2 Transalpina

Czy warto jechać do Rumunii? Cz.3 Zamek w Bran i Bukareszt

 

 

Manager Zdrowia

Zdrowy styl życia to nie tylko mój wybór, ale też wielka pasja. Nie miałam więc nigdy wątpliwości, że muszę zdobyć medyczne wykształcenie. W efekcie mogę cieszyć się tytułem magistra zdrowia publicznego i dietetyka. W swojej codziennej pracy zajmuję się marketingiem a z moich licznych obowiązków największą radość sprawia mi właśnie pisanie. Kiedy zastanawiałam się jak wykorzystać swoją miłość do tematów zdrowotnych i doświadczenie marketingowe, wpadłam na pomysł promocji zdrowia poprzez copywriting medyczny. Chciałabym, żeby teksty, które piszę na potrzeby swoich klientów i własnego bloga, zachęciły czytelników do wprowadzenia do swojego życia dobrych nawyków i wpłynęły pozytywnie na stan zdrowia.

2 Comment

  1. Włóczykij says: Odpowiedz

    Czy warto zwiedzać Rumunię? Tak, zdecydowanie, przepiękne miasteczka, cudowne pasma górskie. Czy warto jechać do Rumunii nad morze? Nie, przenigdy! Kampingi na dziko, plaże zastawione namiotami, brak zaplecza sanitarnego (czyli ludzie załatwiają się w krzakach, o „zapachu” nie wspomnę…), brud i wszędzie niedopałki papierosów. Do poziomu europejskiego w nadmorskich miejscowościach im bardzo daleko.

  2. addam44 says: Odpowiedz

    Ciekawe spostrzezenia.Milo sie czytalo.

Dodaj komentarz