Prom Stena Line – moje wrażenia z rejsu do Szwecji

Stena line prom do Szwecji

Prom Stena Line – moje wrażenia z rejsu do Szwecji

Prom Stena Line i rejs do Szwecji i na Bornholm to moja niedawna wycieczka, o której nie miałam okazji Wam jeszcze wspomnieć. Nie jestem fanką wyjazdów zorganizowanych, nie lubię wykupionych posiłków, które zmuszają do podporządkowania pod nie dnia, nienawidzę autokarów i nie cierpię dostosowywać się do programu wycieczki, kiedy powinnam odpoczywać. Zorganizowane samodzielnie wyjazdu samochodem, zapewnia mi wolność, którą zawsze bardzo sobie cenię, szczególnie podczas urlopu. Dzięki niej mogę pójść w prawo, kiedy coś mnie zaintryguje po tamtej stronie a nie w lewo, bo tak postanowił przewodnik. Dzięki niej mogę spędzić więcej czasu w miejscu, które mnie szczególnie zauroczyło, a nie gnać dalej, żeby tylko zdążyć z programem. Dzięki niej mogę przeżyć coś zaskakującego, a nie podążać zgodnie z planem. Jednak czym innym jest samodzielne planowanie wyjazdu, a czym innym jest prezent. Rejs turystyczny Stena Line z Gdyni do Szwecji i na Bornholm otrzymaliśmy z moim narzeczonym w prezencie. Było to dla mnie wielkie zaskoczenie, nigdy bym się nie spodziewała, że ktoś sprezentuje mi wyjazd i to jeszcze taki! Mimo mojej wielkiej niechęci do wyjazdów zorganizowanych, muszę przyznać, że bardzo się ucieszyłam. Zdarzyło mi się płynąć promem, zdarzyło mi się być na różnych rejsach stateczkami, choćby po Adriatyku, ale nigdy nie spałam na promie, co dodatkowo wzbudzało we mnie emocje.

Prom Stena Line – rejs do Szwecji

Wycieczka zaczęła się w Gdyni, to stamtąd odpływają promy Stena Line. Sama odprawa przebiega bardzo sprawnie, niektórzy pasażerowie mają sprawdzany bagaż, natomiast nie zabiera to dużo czasu. Po dokonaniu formalności, można wsiadać na prom. Pierwsze wrażenie? Prom jest olbrzymi! Wiedziałam, że nie jest to mały stateczek wypływający na Bałtyk z turystami podczas zachodu słońca, natomiast prom zrobił na mnie tak ogromne wrażenie, że na początku przeszło mi przez myśl, czy aby na pewno jesteśmy już na promie a nie jeszcze na terminalu. Obsługa (w naszym przypadku szwedzka, w czasie powrotu była polska) wskazała nam drogę do kajuty. Nasz wyjazd obejmował kajuty panorama class, co oznacza wyższy standard. Kajuta była naprawdę bardzo ładna i czysta, miała dwa okna – świetna sprawa szczególnie podczas wschodu słońca. Podczas spacerowania po innych pokładach, miałam okazję zobaczyć kajuty niższych klas. Są ok, chociaż na pewno są dużo mniejsze. Biorąc jednak pod uwagę, że na promie spędza się tylko jedną noc i w większości przypadków się śpi, nie wiem, czy ma to tak ogromne znaczenie.

Atrakcje na promie do Szwecji

Do Szwecji płynie się w nocy, w naszym przypadku następnego dnia mieliśmy zaplanowane zwiedzanie, więc wiedzieliśmy, że musimy wypocząć. Trzeba jednak przyznać, że na Stena Line można w ogóle nie spać. Na promie są restauracje, sklepy, dyskoteka, salony gier, spa… My po zwiedzaniu promu i zjedzeniu kolacji, udaliśmy się jednak na odpoczynek, nie skorzystaliśmy z żadnej z atrakcji. 

Przed wyjazdem najdłużej zastanawiałam się, czy będzie bujało. Z jednej strony miałam myśli, że będziemy na morzu, z drugiej jednak prom jest olbrzymi, może więc nie czuć fal? Dopytywałam osób, które miały okazję już płynąć Stena Line, czy czuły, że płyną. Wszystkie zgodnie mówiły, że nic nie czuć. No cóż, sztormu tego dnia nie było, ale wiał silny wiatr. Bujanie podczas naszego rejsu było mocno odczuwalne, kilkukrotnie zatoczyłam się jak pijana i miałam problem z ustaniem na jednej nodze pod prysznicem. Dobrze, że kabina prysznicowa nie była zbyt duża, to daleko nie poleciałam 🙂 Czy bujanie było męczące? Nie dostałam choroby morskiej, ale bujanie stanowiło pewien dyskomfort. Było to dziwne uczucie, nie mogłam spać. Poza tym mimo że nasza kajuta była położona na jednym z najwyższych pokładów (albo najwyższym?), to jednak było słychać wyjące alarmy samochodowe czy fale uderzające o statek. Czasem był to taki huk, że zastanawiałam się, czy aby na pewno prom nadal jest w jednym kawałku 🙂 Bezsenną noc zrekompensowała mi natomiast pobudka, podczas której wybrzmiało z głośników “Sailing” Roda Stewarta, oraz bajeczny wschód słońca. Ta chwila była dla mnie piękna, wzruszająca.

Czy warto wybrać się na rejs Stena Line?

Zdecydowanie tak! Rejs okazał się czymś zupełnie innym niż do tej pory miałam okazję przeżyć.Nasza wycieczka była bardzo intensywna. Po dopłynięciu do Karlskrony, wsiedliśmy w autokar, który zawiózł nas do Ystad. Stamtąd szybkim katamaranem dopłynęliśmy na Bornholm. Po tej długiej podróży zwiedziliśmy jeszcze kilka punktów – przylądek Dueodde, Osterlars Kirke, Gudhjem, ruiny twierdzy Hammershus i Ronne. Po tak wyczerpującym dniu, położyliśmy się spać, by następnego dnia wrócić szybkim katamaranem do Szwecji i dalej zwiedzać – Ales Stenar, Park Narodowy Stenshuvud i Kivik. Na zakończenie dnia pojechaliśmy autokarem do portu, wsiedliśmy na prom i rozpoczęliśmy rejs powrotny do Polski. Pewnie kiedyś napiszę kilka słów na temat tych miejsc (Bornholm bardzo mnie zaskoczył, jest piękny, zielony, klimatyczny i niemal bezludny), ale dziś chciałam się skupić na samym rejsie. Muszę przyznać, że ilość atrakcji w ciągu tak krótkiego wyjazdu była zbyt duża. Byliśmy zmęczeni i mieliśmy ochotę zostać w jednym miejscu na dłużej. Poza tym potrzebowaliśmy snu i prom stanowił dla nas głównie środek transportu. Szkoda, warto byłoby się nim nacieszyć. Wśród osób towarzyszących nam na wycieczce były głównie osoby starsze. W autokarze było cicho i spokojnie, na promie również, chociaż Szwedzi są dość głośnym narodem. Plusem całej wyprawy była przewodniczka Ania, która opowiadała w ciekawy sposób o Szwecji i Bornholmie. Poza tym zapewniła nam wolność, której tak bardzo potrzebuję podczas wyjazdów 🙂 Mimo że wycieczka była zorganizowana, każdy mógł decydować za siebie: “Nie masz ochoty wspinać się na szczyt? Ok, na wprost jest bardzo ładna plaża. Widzimy się przy autokarze za 1,5 h.”. I to rozumiem!

 

Manager Zdrowia

Zdrowy styl życia to nie tylko mój wybór, ale też wielka pasja. Nie miałam więc nigdy wątpliwości, że muszę zdobyć medyczne wykształcenie. W efekcie mogę cieszyć się tytułem magistra zdrowia publicznego i dietetyka. W swojej codziennej pracy zajmuję się marketingiem a z moich licznych obowiązków największą radość sprawia mi właśnie pisanie. Kiedy zastanawiałam się jak wykorzystać swoją miłość do tematów zdrowotnych i doświadczenie marketingowe, wpadłam na pomysł promocji zdrowia poprzez copywriting medyczny. Chciałabym, żeby teksty, które piszę na potrzeby swoich klientów i własnego bloga, zachęciły czytelników do wprowadzenia do swojego życia dobrych nawyków i wpłynęły pozytywnie na stan zdrowia.

Dodaj komentarz