Health & Beauty Manager

Blog o zdrowiu i zdrowym podejściu do życia.

covid

Pamiętnik z kwarantanny, czyli jak naprawdę wygląda COVID-19

Dlaczego zdecydowałam się napisać pamiętnik z kwarantanny? Będzie długo, ale mam nadzieję, że merytorycznie. Jestem wykończona nadmiarem informacji, jestem wykończona kłamstwami, jestem wykończona paniką, jestem wykończona ludzką głupotą i naiwnością, jestem wykończona obserwowaniem, jak społeczeństwo jest podatne na manipulacje. Chociaż oczywiście jestem za wolnością słowa i każdy z nas ma prawo mieć opinię na dany temat, to niestety mam wrażenie, że ludzie nie są świadomi, jaką siłę mogą mieć ich słowa i do jakich poważnych konsekwencji mogą doprowadzić. Chciałabym mieć magiczną różdżkę, którą bym sprawiła, że tylko znawcy danego tematu mieliby szansę publikować swoje posty czy wypowiadać się w mediach. Płakać mi się chce, jak słyszę prawników czy ekonomistów, którzy wypowiadają się na temat COVID-19 pod kątem epidemiologicznym, medycznym. Niestety doszło do tego, że tacy ludzie nie tylko się wypowiadają (jakby tego było mało), ale również ustanawiają prawo, wprowadzają obostrzenia i próbują walczyć z epidemią.

Dlaczego chcę się wypowiedzieć na temat COVID-19?

Właściwie to nawet się nie dziwię, że rządowi nie idzie. Gdyby ode mnie ktoś teraz oczekiwał, że naprawię mu samochód, napiszę program w Javie czy Python, albo może przetłumaczę tekst na japoński, to również bym poległa. W końcu się na tym nie znam. Ale znam się za to na zdrowiu publicznym. Ukończyłam 5-letnie studia dzienne na Uniwersytecie Medycznym. W suplemencie do dyplomu że studiów licencjackich mam informację:

Uzyskany dyplom uprawnia do zajmowania wykonawczych stanowisk w zakładach opieki zdrowotnych oraz do realizowania świadczeń zdrowotnych i pełnienia różnorodnych funkcji związanych z promocją i ochroną zdrowia„.

W suplemencie do dyplomu uzyskanego w ramach studiów magisterskich mam natomiast napisane:

„Absolwent posiada zaawansowana wiedzę z zakresu nauk społecznych i nauk medycznych. Posiada umiejętności umożliwiające włączanie się w realizację zadań profilaktyki i ochrony zdrowia instytucji: państwowych, samorządowych, społecznych i prywatnych – funkcjonujących w systemie ochrony zdrowia – w zakresie: opieki społeczno-medycznej; promocji zdrowia; edukacji prozdrowotnej; nadzoru sanitarno-epidemiologicznego; organizowania i administrowania opieki zdrowotnej i pomocy społecznej oraz podnoszenia stanu zdrowia społeczeństwa. 

Absolwent posiada kompetencje do pełnienia funkcji kierowniczych jak również jest przygotowany do pełnienia roli eksperta, doradcy lub konsultanta w instytucjach i jednostkach administracji rządowej wszystkich szczebli zajmujących się problematyką zdrowia i szeroko rozumianym zdrowiem publicznym; w jednostkach: nadzoru sanitarnego, w Państwowej Inspekcji Sanitarnej, w ochronie i kontroli środowiska, w jednostkach działających w Zintegrowanym Systemie Ratownictw Medycznego, w instytucjach ubezpieczeń zdrowotnych i społecznych, w podmiotach zajmujących się ochroną i promocją zdrowia, w instytucjach badawczych zajmujących się problematyką zdrowia publicznego oraz stowarzyszeniach i fundacjach”.

Wybór ekonomisty na ministra zdrowia w dobie (podobno strasznej) pandemii był więc dla mnie szokiem. Może to i rozsądne, biorąc pod uwagę ku jakiemu kryzysowi gospodarczemu zmierzamy. Chyba tylko tęgie głowy ekonomistów nas z tego wybawią (miejmy nadzieję). Ale chyba jednak czułabym się pewniej, bezpieczniej, gdyby zarządzali w czasie pandemii ludzie do tego stworzeni. W dodatku stworzeni przez Państwo, bo przecież zdrowie publiczne można ukończyć w trybie dziennym, za darmo albo jak kto woli „z pieniędzy państwa”. No więc dlaczego skoro państwo szkoli sobie specjalistów zdrowia publicznego, to z nich nie korzysta, szczególnie w czasie pandemii?

Ale ja nie o tym… Ponieważ jak wspomniałam na początku, lubię słychać ludzi kompetentnych, chciałam pokazać, że mam to na papierze, że mam wiedzę i uprawnienia do wypowiadania się w temacie pandemii. Może na kimś zrobi to większe wrażenie niż wypowiedź ekonomisty podczas orędzia czy gwiazdy pop albo piłkarza na Instagramie.

Poza tym miałam COVID-19, co odnoszę wrażenie jeszcze bardziej pomogło mi wyciągnąć pewne wnioski. I chociaż wolałabym być zdrowa, to nawet trochę się cieszyłam, że wpadłam do tego bagna, że miałam szansę się przekonać na własnej skórze, jak naprawdę czuje się osoba z koronawirusem (chociaż oczywiście chorujemy różnie, jak zresztą na wszystkie choroby) i miałam szansę się przekonać, jak działa cały system. W końcu media codziennie zalewają nas informacjami o braku lekarzy do pracy, o pacjentach pozostawionych bez pomocy, o policjantach odwiedzających w domach chorych na COVID, o maseczkach, które musimy nosić, bo one jedyne nas uratują, itd… No więc postanowiłam udostępnić moją własną historię o koronawirusie, pisaną z punktu widzenia eksperta zdrowia publicznego i pacjentki chorej na COVID-19.

Jak zachorowałam na COVID?

Nie mam pojęcia. Pracuję od ponad roku w trybie zdalnym. Nie widywałam się w ostatnich dniach przed chorobą z rodziną i znajomymi, bo miałam dużo pracy. Nie chodziłam w ostatnich tygodniach do restauracji, klubów, kościołów czy innych „śmiercionośnych” miejsc. Głównie spędzałam czas w domu. Chodziłam do sklepów jak każdy. W końcu muszę mieć co jeść, czym się umyć, czym zadbać o dom. Zakładałam potulnie maseczkę, każdorazowo czując się jak idiotka i myśląc, że przecież wirus bez problemu się przez nią przeciśnie. W mojej głowie gotowało się od myśli, że w sumie to ten zakaz jest niekonstytucyjny, że właściwie to nawet jak mnie zatrzyma policja, to nie przyjmę mandatu, a sąd i tak odrzuci ukaranie mnie, jak uczynił wielokrotnie w całej Polsce. Ale później i tak wychodziła na wierzch moja słabość, bezkonfliktowość i zakrywałam usta i nos. No więc chyba jednak to nic nie daje, prawda? No bo jakim cudem zachorowałam skoro nosiłam maseczkę? No nic, zachorowałam, trudno. Jakoś w przypadku innych chorób nigdy się nie zastanawiałam, skąd się wzięły, więc czemu teraz ma być inaczej? Chorowałam tak samo przed obowiązkiem zakrywania nosa i ust jak i teraz.

Pierwsze objawy covid, które się u mnie pojawiły

Zdrowo się odżywiam, systematycznie ćwiczę, mam jak to się teraz ładnie nazywa “choroby współistniejące”, dokładniej astmę oskrzelową i anemię. Moja odporność w ostatnim czasie nie jest najlepsza. Po obu wakacyjnych wyjazdach (sierpień i wrzesień) byłam chora. W drugiej połowie października znowu zaczęłam się źle czuć. Miałam mix przeróżnych objawów. Osłabienie, ból węzłów chłonnych, ból głowy, ból zatok, ból gardła, katar, suchy kaszel, ból mięśni, dreszcze, gorączki brak. Nawet nie podejrzewałam, że to COVID, ale że to moja kolejna infekcja w ostatnim czasie, skontaktowałam się z lekarzem. Oczywiście wszędzie czytałam, że nie da się umówić do lekarza, ba! Nie da się nawet dodzwonić. Więc wybierałam numer przychodni bez przekonania. Ale udało mi się dodzwonić za pierwszym razem. Dowiedziałam się, że teleporadę mogę mieć dopiero po ponad tygodniu. Ok, pomyślałam, do tego czasu wyleczę się własnymi sposobami, ale “jakby co” zachowałam termin kontaktu z lekarzem. Po kilku dniach samoleczenia straciłam całkowicie węch i smak.

Jak wygląda utrata węchu i smaku w covid?

Zupełnie inaczej niż utrata węchu i smaku przy katarze. Sama byłam tym zaskoczona, ale naprawdę nie da się tego pomylić. Podczas kataru tak naprawdę mamy zaburzone uczucie smaku i zapachu. Kiedy opróżnimy dokładnie nos, zaczynamy coś tam czuć. Poza tym nie czujemy dokładnie smaków, ale ogólnie odczuwamy, że coś jemy, albo że to coś jest gorzkie czy słodkie. Podczas choroby towarzyszy nam też często poczucie niesmaku w jamie ustnej. Przy covidzie tego nie ma. Nagle następuje odcięcie dwóch zmysłów. Nie czujesz zapachu najmocniejszych perfum, nie odróżniasz czy jesz jabłko czy czosnek, nie ma dla Ciebie znaczenia czy pijesz herbatę czy znienawidzone ziółka. Po umyciu zębów nie czujesz mięty i świeżości, czujesz się dokładnie tak samo jak przed myciem. Na Twoim talerzu nagle zamiast bogactwa smaków i zapachów, widzisz tylko produkty o różnych kolorach i po włożeniu ich do buzi, odczuwasz różną konsystencję, temperaturę. Nic więcej.

Czy brak smaku i węchu jest przykry? Na pewno jestem daleka od tragizowania jak niektórzy influencerzy. Jest to przykre, bo jedzenie jest wielką przyjemnością, a nagle traci swój urok. U mnie całkowity brak smaku i zapachu trwał 12 dni. Straciłam apetyt. Jadłam, bo wiedziałam, że muszę. Chociaż zwykle jadam zdrowo, mam swoje ulubione połączenia produktów spożywczych albo smaki, za którymi nie przepadam (np.wspomniany już czosnek). Przygotowując posiłki podczas choroby, myślałam tylko o tym, żeby były wartościowe i tworzyłam różne dziwne dla siebie połączenia.

Co się dzieje po zgłoszeniu w przychodni podejrzenia covid? O co pyta lekarz?

Kiedy nastał poniedziałek, mój trzeci dzień bez smaku i węchu, zadzwoniłam z samego rana do przychodni. Powiedziałam, że jestem chora już od tygodnia, że w środę mam teleporadę, ale od soboty nie mam węchu i smaku, więc nie do końca wiem co teraz. Zostałam zapisana na listę „podejrzenie covid” i usłyszałam, że lekarz zadzwoni już następnego dnia.

Podczas teleporady (27 października) opowiedziałam lekarzowi o wszystkich objawach z ostatnich dni. Zapytał, czy miałam kontakt z kimś chorym, czy wróciłam z zagranicy, czy z kimś mieszkam, doprecyzował objawy, zapytał o stosowane do tej pory leczenie. Poinformował mnie, że wypełni za chwilę zaświadczenie o podejrzeniu choroby zakaźnej i że wypisze skierowanie na test. Miałam też kontynuować swoje domowe leczenie, nie przepisał mi nowych leków. Zostałam poinstruowana, że mam poszukać najbliższego punktu drive thru i pojechać swoim samochodem na test. Pan doktor dodał serdecznie, żebym naszykowała sobie kanapkę i termos z herbatą, bo czekając na test spędzę w aucie ze 3-4 godziny… Znalazłam najbliższy punkt drive thru, przeczytałam obowiązujące zasady (m.in.weź dowód, nie wysiadaj z auta, opuść szybę, gdy pracownik laboratorium podejdzie pobrać Ci wymaz) i wyruszyłam na swój piknik samochodowy przed drive thru.

Jak wygląda test na covid?

Chociaż doceniam bardzo troskliwość pana doktora, to mój piknik się nie odbył. Ok. 12:30 podjechałam w wyznaczone miejsce. Okazało się, że namiot laboratorium, czyli mobilny punkt pobrań stoi na parkingu szpitala. Były w nim ze 3 osoby wypełniające karty pacjenta. Trochę bałam się wysiąść z auta, w końcu wszędzie jest napisane, że to zbrodnia, ale po chwili zorientowałam się, że nikt do mnie nie podejdzie. No więc poszłam do namiotu i dostałam ankietę z pytaniami głównie o dane osobowe. Było też pytanie o objawy (do zaznaczenia, ale tylko te podstawowe typu gorączka, duszności, katar, kaszel) i o to, czy w ciągu 14 dni wróciłam z zagranicy lub miałam kontakt z kimś chorym na covid. Oddałam ankietę i od razu zostałam zaproszona na test – wymaz z gardła. Nie było to bolesne, ale na pewno przykre dla osób z silnymi odruchami wymiotnymi. Na szczęście trwa tylko kilka sekund. Usłyszałam, że wyniki testu dostanę mailem i w ciągu 5 minut byłam już w drodze powrotnej do domu. Wróciłam, wypiłam gorąca herbatę naszykowaną na piknik i zaczęłam myśleć o tym, że nie zostałam poinstruowana co dalej… Rozsądek podpowiadał mi, że powinnam się odizolować od ludzi, ale przecież nikt mi nie kazał…

Wynik testu na covid

Po ok. 27 godzinach od badania dostałam maila i smsa z laboratorium z informacją, że jest już wynik mojego badania genetycznego na koronawirusa. Wynik potwierdzający przypuszczenia, że mam COVID-19. Siedziałam jak na szpilkach, miałam wrażenie, że zaraz rozdzwoni się mój telefon i domofon. Spodziewałam się telefonu z sanepidu, smsa z listą obowiązków, wizyty policji albo żandarmerii wojskowej, bo przecież sytuacja jest tak trudna, że według mediów trzeba było zaangażować wojsko. W mojej głowie pojawiały się dziesiątki myśli. Może sytuacja jest tak trudna, że nikt nie miał czasu się mną zainteresować? Ja sobie radzę, spokojnie, ale czy wszyscy na moim miejscu są tacy spokojni? Czy wszyscy na moim miejscu siedzą grzecznie w domu i sobie chorują? Mam zwolnienie lekarskie do 6 listopada, no chyba, że już nie mam zwolnienia? Lekarz coś wspomniał, że jak COVID jest potwierdzony, to zwolnienie zostaje anulowane a w zamian ZUS przyznaje izolację (?). Lekarz wspomniał, że o wszystkim będę informowana telefonicznie lub smsowo, a tu cisza…

Byłam daleka od panikowania, ale próbowałam poczuć się, jak człowiek, który nie ma wiedzy medycznej, źle się czuje, jest zagubiony, żyje doniesieniami medialnymi. I nagle dowiaduje się o chorobie i następuje cisza, zero wskazówek, zero kontaktu. W teorii pacjenci są na bieżąco o wszystkim informowani i są zaopiekowani. W praktyce czegoś takiego po prostu nie ma. Poniżej wymienię wszystkie wiadomości, które otrzymałam w następnych dniach izolacji.

Aplikacja kwarantanna – kiedy trzeba ją zainstalować?

Następnego dnia po otrzymaniu wyniku testu na COVID, dostałam o 10:14 smsa: „Nie korzystasz z aplikacji Kwarantanna domowa, a to Twój obowiązek. Zainstaluj i aktywuj ją teraz (dostępna w App Store i Google Play)„. Nadawcą smsa była Kwarantanna… Nie korzystam z aplikacji, a to mój obowiązek… No halo, nikt mnie nie poinformował, że to mój obowiązek. A tak w ogóle to od kogo jest ten sms? Od ministerstwa zdrowia, od sanepidu, od oszustów wysyłających wirusy, pozyskujących dane…?

No ale nic, jest straszna epidemia, pewnie nikt nie miał czasu tego przemyśleć.

Aplikację grzecznie zainstalowałam i przez całą moją izolację widniał w niej napis: „w tej chwili nie masz żadnego zadania…„.

Kto się kontaktuje z chorym na covid podczas izolacji?

Odkąd dowiedziałam się, że mam covid, czułam cały czas napięcie. Bałam się, że przegapię telefon od służb, bałam się, że nie usłyszę domofonu, jak włączę głośniej film. W końcu wszędzie straszą, że z chorym kontaktują się służby, sprawdzając, czy przestrzega kwarantanny. Zakończyłam izolację 6 listopada i mam wrażenie, że w tym momencie służby były tak przepracowane, że po prostu nie miały czasu na kontakt… Nikogo u mnie nie było. Mimo że aplikacja nie działała poprawnie, nie miałam możliwości wykonywania zadań, to służby mnie nie kontrolowały, chociaż oczywiście w internecie czytałam, że będą do mnie dzwonić codziennie. 

27.10 robiłam test na covid

28.10 dostałam informację o wyniku

29.10 dostałam smsa, że nie korzystam z aplikacji Kwarantanna Domowa. Tego samego dnia dostałam smsa z PSSE w Łodzi z informacją, że mam pozytywny wynik testu na SARS CoV 2 i mam pozostać w domu i być w kontakcie ze swoim lekarzem.

30.10 zadzwoniła do mnie pani z komisariatu. Potwierdziła moje dane i zapytała, czy wszystko u mnie dobrze. Zadzwonił też do mnie automat Państwowej Inspekcji Sanitarnej (mam nadzieję, że nie pomyliłam instytucji). Miałam za pomocą klawiatury potwierdzić, czy mam zainstalowaną aplikację i czy na pewno dobrą.

3.11 dostałam smsa z Ministerstwa Zdrowia, że mam się skontaktować ze swoim lekarzem w celu uzyskania informacji o czasie trwania izolacji (zadzwoniłam do przychodni niepotrzebnie, lekarz od razu w aplikacji ma informację, że ma zadzwonić do chorego pomiędzy ósmym a dziesiątym dniem izolacji).

4.11 zadzwoniła do mnie pani z komisariatu z pytaniem, czy kończę 6.11 listopada izolację (jeszcze nic nie wiedziałam na ten temat, byłam przed rozmową z lekarzem).

5.11 zadzwonił lekarz. Po wywiadzie uznał, że terminowo, następnego dnia mogę skończyć izolację. Tego dnia, dziewiątego dnia izolacji, zadzwoniła też do mnie pani z sanepidu przeprowadzić wywiad epidemiologiczny, który jak sama przyznała powinien być przeprowadzony pierwszego dnia… Także w efekcie zapytała tylko jak się czuję…

Czy covid jest gorszy od grypy?

W mojej opinii nie. Moi bliscy obstawiali, że przy mojej słabej odporności, astmie oskrzelowej, anemii, będę chorować dość ciężko. Trzeba przyznać, że byłam chora dość długo, bo prawie 3 tygodnie i byłam mocno osłabiona, ale nie odnoszę wrażenia, że zniosłam koronawirusa gorzej od grypy. Oczywiście są osoby, które będą chorowały lżej i ciężej niż ja. Pamiętajcie jednak, że są grupy, które każdą chorobę znoszą gorzej, są bardziej narażone na powikłania czy nawet śmierć. Niestety przykra prawda jest taka, że jeśli ktoś ma 80-90 lat, cukrzycę, nadciśnienie, chorobę onkologiczną, to każda choroba stanowi poważne ryzyko. To naprawdę nie wyróżnia COVID-19. 

Moje przemyślenia odnośnie COVID-19 

  1. Przeraża mnie to, jak manipulują nami media. Uważam, że powinny zostać pociągnięte do odpowiedzialności za panikę, którą wywołują. Nigdy nie zapomnę haseł z początku epidemii, choćby czerwonych pasków, podających pilną wiadomość, że koronawirus mutuje. Wiecie ile razu usłyszałam na żywo tę informację od przerażonych ludzi? A przecież każdy wirus mutuje. Taka informacja w mediach nie zrobiłaby żadnego wrażenia.
  2. Przeraża mnie epidemia fake newsów – robienie sokowi testu na covid, opowiadanie niestworzonych historii o wirusach, gwiazdy, które ledwo uszły z życiem, bo miały covid… Nie jestem fanką cenzury, ale czytając te bzdury, zastanawiam się, czy nie jest sensowna. Mam duże doświadczenie w pracy w marketingu i niestety wiem, jak to działa. Każdemu zależy na tym, by jego wpis się klikał. Statystki się podnoszą, a wraz z nimi zarobki. Za dobrą wypowiedź (czytaj: taką, która będzie się klikać) niektórzy potrafią zapłacić naprawdę dużo. Sama miałam okazję być kiedyś na nagraniu profesora, który miał się wypowiedzieć na temat cukrzycy. To był mój początek kariery zawodowej, wiecie jakie było moje zaskoczenie, gdy zapytał mnie chwilę przed włączeniem kamery, co ma mówić? Pytania wysłałam mu wcześniej, ale on, doświadczony lekarz, współpracujący z wieloma firmami, wiedział lepiej ode mnie, jak to działa. Firma płaci, firma wymaga. Lekarz daje twarz, daje nazwisko, mówi to, czego oczekuje firma. Współpraca się układa i jeszcze wszyscy na tym zarabiają.
  3. Wdrażając pewne środki ostrożności, trzeba myśleć o efekcie, który spowodują. Niezbędne jest całościowe spojrzenie na temat, nie okrojone. Dlatego przeraża mnie zamykanie ludzi w domach. Doświadczyliśmy już choćby zakazu spacerowania. Jak mamy więc dbać o swoją odporność, siedząc w domach? Jak starsze osoby mają zachować siły, by po kilku miesiącach siedzenia w domu, wrócić do wcześniejszej sprawności? Dla mnie zamknięcie w domu babć, dziadków oznacza, że większość z nich już z tych domów nie wyjdzie o własnych siłach.
  4. Miałam liczne zajęcia z biostatystyki. Analiza danych w naszym kraju, publikowane statystyki i ich interpretacja po prostu szokują. A jeszcze taka ciekawostka… Zastanawialiście się nad tym, że wcześniej nawet nie byliście świadomi, czy chorujecie przez bakterię czy wirusa? A jak diagnozowali Wam grypę, to czy każdorazowo robili test? No właśnie. Przeglądam systematycznie dane PZH dot. zachorowań na grypę. Wiecie, że w marcu- kwietniu zaliczyliśmy w Polsce bardzo gwałtowny spadek zachorowań na grypę w porównaniu z poprzednimi kilkoma latami? I tak się zastanawiam, może wcześniej do statystyk trafiała grypa zamiast koronawirusa, tylko po prostu nikt tego nie sprawdzał.
  5. Podczas studiów analizując system opieki zdrowotnej w Polsce zwykle stwierdzaliśmy, że używanie słowa system jest niepoprawne. System to coś uporządkowanego, a my widzieliśmy tylko chaos. Dlatego od lat nie zmieniam zdania, nie ma czegoś takiego w naszym kraju jak SYSTEM opieki zdrowotnej. Teraz całe nasze społeczeństwo ma szansę się o tym przekonać. Wszystkie zaniedbania ostatnich lat zostały obnażone. Naprawdę powinniśmy się cieszyć, że to tylko koronawirus. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby to była poważniejsza choroba, choćby taka o większej śmiertelności?  
  6. Musimy sami o siebie dbać! Najważniejsza jest nasza odporność. Zawsze, nie tylko w kontekście COVID-19. Nie wiem, czemu rząd mówi ciągle o tym, czego nam nie wolno. Teraz jest czas na promocję zdrowia! Ćwiczmy we własnych domach, spacerujmy, jedzmy zdrowo – to dobre metody podnoszenia odporności tak bardzo nam potrzebne w każdym sezonie jesienno-zimowym.
  7. Nie bójmy się – nie jestem fanką teorii spiskowych, chociaż patrząc na to, co się dzieje, chyba każdy zastanawia się, czy w tym wszystkim nie ma drugiego dna. Stres jednak z niczym nie pomoże. To, że damy się zastraszyć, poddamy się panice, nie pomoże zachować zdrowia. Coraz więcej mówi się o lękach, depresji… To trudny czas dla wszystkich, dlatego konieczne jest dbanie o zdrowie psychiczne.
  8. Nie nadużywajmy pomocy lekarzy. Jest jesień, sezon infekcji, nie każdy katarek czy kaszelek oznacza COVID-19. Pamiętajmy, że nadal ludzie mają poważne problemy kardiologiczne, neurologiczne czy inne choroby. Myślmy o nich, im jest teraz trudno dostać się do lekarzy, a naprawdę potrzebują pomocy!
  9. Nie zapominajmy o profilaktyce – badania profilaktyczne to coś, o czym zawsze mówię. Nie zapominajmy, że COVID-19 to nie jedyna choroba. Jest wiele innych, bardziej niebezpiecznych chorób, które niestety zaniedbujemy, skupiając się na koronawirusie. Przykład? Drogie Panie, przyznać się uczciwie, czy przypadkiem nie zapomniałyście w tym roku o profilaktycznej wizycie u ginekologa? Hmm? Kiedy była robiona cytologia, USG piersi/mammografia? A wizyta u dentysty? Błagam, skupiając się na koronawirusie, nie dajmy sobie zrobić większej krzywdy!!!
  10. Dbajmy o siebie, dbajmy o bliskich, bądźmy razem w tym trudnym czasie. Nie straszmy nikogo swoimi wizjami, teoriami spiskowymi. Zachowanie spokoju to najlepsze, co możemy zrobić.

Nie obrażajcie proszę również pracowników sanepidu, lekarzy, pielęgniarek itd. Jasne, ludzie niekompetentni istnieją w każdej branży, ale większość pracowników medycznych to aktualnie ofiary naszego niedziałającego “systemu”.

Manager Zdrowia

Zdrowy styl życia to nie tylko mój wybór, ale też wielka pasja. Nie miałam więc nigdy wątpliwości, że muszę zdobyć medyczne wykształcenie. W efekcie mogę cieszyć się tytułem magistra zdrowia publicznego i dietetyka. W swojej codziennej pracy zajmuję się marketingiem a z moich licznych obowiązków największą radość sprawia mi właśnie pisanie. Kiedy zastanawiałam się jak wykorzystać swoją miłość do tematów zdrowotnych i doświadczenie marketingowe, wpadłam na pomysł promocji zdrowia poprzez copywriting medyczny. Chciałabym, żeby teksty, które piszę na potrzeby swoich klientów i własnego bloga, zachęciły czytelników do wprowadzenia do swojego życia dobrych nawyków i wpłynęły pozytywnie na stan zdrowia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *